Relacja z wystawy we włoskiej Ravennie i słów kilka o włoskiej kynologii

Wybrałam się do Rawenny na Międzynarodową Wystawę Psów, która odbyła się w środę, 25 kwietnia 2018 r., w dzień wolny od pracy. To święto narodowe Włochów, rocznica zakończenia II wojny światowej.

Psów było niewiele, tylko 833. Najwięcej jamników wszelkich odmian (60), goldenów (34) oraz labradorów (31), tak jak wszędzie w czołówce zgłoszeń. Podobnie jak buldogów francuskich (28), cavalierów (25) i owczarków australijskich (27). Team sędziowski składał się głównie z Włochów, nas – cudzoziemców – było kilku. Jednak na zwiedzanie miasta znaleźli się chętni i wyruszyliśmy sporą grupką. Stara jego część jest niewielka, ale architektura, a przede wszystkim mozaiki Ravenny, słyną na cały świat. To jedna z perełek wśród tamtejszych miast.

We Włoszech jest organizowanych około 500 wystaw rocznie, im dalej na południe Półwyspu Apenińskiego, tym mniej bywa zgłoszeń. Wystawy rangi międzynarodowej są tam codziennością. Najliczniej obsadzane na północy kraju, w bardziej zaludnionych i uprzemysłowionych regionach. W bogatym Mediolanie mieści się główna siedziba władz związku, Ente Nazionale della Cinofilia Italiana (ENZI). Jest to silna organizacja, która gościła nas na niezapomnianych wystawach światowych i europejskich. Włoska kynologia ma długą tradycję, pierwszym psem wpisanym do ksiąg hodowlanych był wyżeł włoski Falco, urodzony w 1875 r. Organem związkowym jest starannie wydawany miesięcznik „I Nostri Cani”. Włosi mogą się poszczycić posiadaniem 14 rodzimych ras psów. Część z nich cieszy się popularnością na całym świecie.

Wyżły włoskie przeżywają swój złoty wiek, możemy je często zobaczyć na podium dla najlepszych psów wystawy. Chętnie hodowane są cane corso. Podobno dziś lepsze są za granicą niż w swojej ojczyźnie. Lagotto romagnolo, śmieszne kudłacze, i oczywiście słynne maluchy, maltańczyki i bolończyki, a także filigranowe charciki włoskie mają swoich zwolenników. Imponujących mastifów neapolitańskich jest jakby mniej. Hodowla tej rasy nie należy zresztą do łatwych.

Sędziowałam w Ravennie dziewiątą grupę FCI. Na moim ringu, obok innych psów do towarzystwa, miałam także Specjalistyczną Wystawę Chihuahua. Zebrało się ich 42. Wśród długowłosych na pierwszym miejscu (BOB) postawiłam malutką zgrabną suczkę Nina-Trasteverina Di Rio Galeria. Okazała się później zwyciężczynią grupy (BOG). Nina miała tę cechę, która nieczęsto trafia się u chihuahua, szczególnie wśród suczek – nadzwyczajny temperament. Ani na chwilę nie traciła humoru i biegała, radośnie machając ogonkiem. W ringu miałam kilkoro prawdziwie doskonałych chihuahua. Włosi lubią te maleństwa, a ich hodowle są powszechnie znane w Europie.

Poproszono mnie o wybór najlepszego psa wystawy (BIS). Na pierwszym miejscu postawiłam krótkowłosego biało-pomarańczowego włoskiego wyżła Polcevera’s Ponente. Bracco to rasa nadzwyczajnych kłusaków, do tego biegających z wysoko noszoną głową. Nos jakby węszył, daleki wyrzut kończyn. Tak pracują te wyżły, okładając pole, jak określają myśliwi „górnym wiatrem”. Na ringach to się powszechnie podoba. Stąd ich sukcesy na największych z wystaw. Do wygranej Polcevera’s Ponente przyczynił się wybitny handler, Paolo Vasanello. Prowadzone przez niego psy zwyciężyły w trzech grupach na tej wystawie. To fachowiec, co się zowie!

Na drugim miejscu stanął japoński akita Kumatani No Mizuchi at Nippon Sun. Rudopłowy, z wyrazistym „urajiro”. Zwarty, o energicznym ruchu. Trzecie miejsce dałam długowłosej, rudej suczce chihuahua z mojego ringu.

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *